Czekają nas wybuchy i napięcia społeczne, które mogą nawet spowodować zmiany na scenie politycznej – mówi w najnowszym odcinku podcastu Forum IBRiS Agacie Kołodziej socjolog prof. Tomasz Szlendak. Wszystko przez pędzącą – zwłaszcza w wyobraźni – i nieprzewidywalną inflację, przez którą polska klasa średnia nie może już skolonizować przyszłości, więc zaczyna odczuwać lęk – również o swój status. Żeby ten status ratować, Polacy będą jeszcze więcej pracować, a to odbije się na relacjach, rodzinach i skończy epidemią depresji. Wielkimi wygranymi są za to obecnie elity klasy ludowej – one nie mają się czego bać. 

Coraz szybciej rosnąca inflacja ostatnio totalnie zawładnęła myślami i obawami Polaków – boimy się jej już bardziej niż pandemii. Dziś Polacy mają w głowie olej – dużo oleju. I to wcale nie jest dobrze. W trakcie kwartalnych badań fokusowych IBRiS pytał Polaków, czy czują wzrost cen i czy ich to boli. Oczywiście, że tak, ale przy okazji okazało się też, że w przypadku inflacji rzeczywistość mocno miesza się z lękami i wyobrażeniami. “Olej Kujawski kosztował siedem zł, a teraz kosztuje ponad dziesięć zł” – mówili badani. I to prawda. Ale jednocześnie ten przykład jest rozciągany na wszystkie inne towary. I to już fatalnie.

POSŁUCHAJ PODCASTU:


 

A o ile inflacja w listopadzie 2021 r. wyniosła 7,8 proc. rok do roku, to sama żywność drożała już nieco wolniej – o 6,3 proc. r/r, a niektóre kategorie produktów znacznie wolniej: owoce o 2,5 proc. r/r, wędliny o 1,8 proc., a wieprzowina nawet staniała o 1,4 proc. Tymczasem Polacy pamiętają głównie tłuszcze roślinne, które rzeczywiście podrożały o ponad 20 proc.

Dlaczego to tak źle, że to ten olej został nam w głowie najmocniej? Bo to, co ludzie mają w głowach, a więc ich oczekiwania inflacyjne wpływają realnie na poziom inflacji.

„Inflacja to rodzaj samospełniającego się proroctwa, odpowiada za nią coś, co w socjologii nazywa się działaniem zbiorowym”

– wyjaśnia prof. Tomasz Szlendak, socjolog z Wydziału Filozofii i Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Kto dziś ma najgorzej?

Ale nie dla każdego inflacja odczuwalna jest w taki sam sposób.

„Pomyślmy o klasie średnie w Polsce, dla której celem jest skolonizowanie przyszłości. Inflacja nie pozwala jest zaplanować bogacenia się czy zaplanowania przyszłości dzieci. Ci ludzie stają się niespokojni, a inflacja staje się lękotwórcza”

– mówi prof. Szlendak.

„Różnego rodzaju badania pokazują, że już ponad 60 proc. Polaków boi się tego, że inflacja spowoduje jakieś wyrwy w ich życiorysie – z powodu choćby konieczność rezygnacji z wydatków na kulturę – a już na pewno wyrwy w portfelach” – dodaje.

Dodatkowo są zawody, w których pensja jest stała, jak nauczyciele i urzędnicy – one stanowią trzon klasy średniej w Polsce, a ich inflacja dotyka najsilniej.

„Z kolei – choć zabrzmi to dziwnie – panią sprzedającą warzywa na targowisku inflacja może wale nie dotknąć tak mocno, bo ona po prostu podniesie swoje ceny. Podobnie jak budowlaniec, na którego usługi dodatkowo jest ocenie wysoki popyt. To jest elita klasy ludowej i ona inflacji w ogóle się nie boi. Ona właściwie dziś może czuć się wygrana, że nie musi drżeć o swój status” – podkreśla socjolog.

A pamiętajmy, że nie tyle zarobki decydują o tym, kim jesteśmy, ale to, co kupujemy i jak kupujemy. „Inflacja więc musi wiązać się z tożsamością, będziemy budować siebie z gorzej pozycjonowanych marek, a to będzie rodzić kolejne napięcia i nierówności społeczne. Bo nie tylko to jest problemem w inflacji, że nie będzie nas na coś stać, ale to że nie będzie nas stać na rozmaite dobra statusowe, które są istotne w życiu społecznym. Albo nie będzie na stać na kolejne akty kupowania” – mówi prof. Szlendak.

Jak walczyć z inflacją? Szamaństwem!

Prof. Marek Belka mówił niedawno, że „dzisiaj walka z inflacją to jest tak naprawdę trochę szamańskie działanie”, bo rzecz w tym, żeby wpłynąć na przekonania społeczeństwa, zamieszać w mu w głowach.

Ale badanie United Surves na temat tarczy antyinflacyjnej pokazuje, jak bardzo jest to problem plemienny i emocjonalny, bowiem tarcza antyinflacyjna nie podbiła serc Polaków ani nie zrobiła na nich wrażenia. Jedynie co piąty ankietowany uważa, że rządowa tarcza antyinflacyjna rozwiąże problem wzrostu cen i rachunków.

A kiedy spojrzy się na ocenę tarczy antyinflacyjnej według elektoratu, widać, że w skuteczność rozwiązań z tarczy nie wierzy „tylko” 34 proc. wyborców Zjednoczonej Prawicy i aż 88 proc. Wyborców opozycji. To oznacza, że plemienności nie przeskoczymy i cokolwiek zrobi rząd w zakresie inflacji, zamiesza jedynie w głowach swojego elektoratu. I jak tu walczyć z wyobrażeniami o inflacji w całym społeczeństwie?

„To będzie bardzo trudne, bo to przemawianie do dwóch różnych plemion, które mają bardzo różne praktyk ekonomiczne związane ze stylem życia i zawodami. Ale musimy mieć też zaufanie do rządzących i do szefa NBP”

– mówi socjolog.

Ale jego zdaniem już niewiele da się robić. „W tej chwili inflacja to potwór, który po prostu i tak musi się przetoczyć. Dla dużej części z nas będzie to bolesne doświadczenie, część Polaków może wyjść na ulicę, część „zaradnej klasy średniej” zacznie dorabiać i pracować jeszcze więcej. Ale czy da się pracować jeszcze więcej niż pracuje polska klasa średnia? Mam wrażenie, że nie. Jak to się przełoży na nasze życie społeczne? Na depresję, która już w tej chwili jest epidemią? Dzieciaki będą w depresji po pandemii, a zaraz wpadną w nią też ich rodzice – mówi prof. Szlendak.