Polacy masowo wieszczą upadek systemu emerytalnego w Polsce i to nie w dalekiej przyszłości, ale już za kilka lat – tak uważa 45 proc. Polaków badanych przez IBRiS. Tylko co trzeci respondent uważa, że poradzi sobie finansowo na emeryturze. 81,3 proc. ankietowanych jest przekonana, że wysokość ich emerytury nie zagwarantuje godnego życia – wynika z badania IBRiS zatytułowanego „Godna emerytura. Czy wystarczy zabezpieczenie gwarantowane?”.

 

OBEJRZYJ ROZMOWĘ

 

„Lęk jest tym, co nam towarzyszyło podczas przygotowywania tego raportu” – mówi Michał Kowalczyk, Dyrektor ds. Badań w IBRiS.

Bo poza lękiem o swoją starość i lękiem dotyczącym wydolności systemu emerytalnego w obliczu wyzwań demograficznych jest jeszcze lęk o to, że Polacy nie wiedzą do końca, jak poradzić sobie zabezpieczeniem swojej przyszłości.

Niby znamy instrumenty służące gromadzeniu środków na przyszłą emeryturę. Najbardziej rozpoznawalne są Otwarte Fundusze Emerytalne, o których słyszało ponad 89 proc. ankietowanych, tylko że one są przecież właśnie demontowane. Blisko 77 proc. słyszało o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK). Niespełna 60 proc. rozpoznaje IKE/IKZE.

Ale co z tego? Niewiele. Najbardziej rozpowszechnionym sposobem odkładania środków na emeryturę jest oszczędzanie na własną rękę. Taką formę preferuje blisko 70 proc. badanych przez IBRiS Polaków. Z IKE korzysta niespełna co dziesiąty, a z IKZE zaledwie 6,5 proc. Nie mówiąc już o PPK, które przecież miały być game changerem, a na razie wcale nie odnoszą na razie spektakularnego sukcesu.

Ponad 70 proc. Polaków uciekło z PPK, bo pamiętają OFE

Do PPK nie przystąpiło 79,2 proc. badanych przez IBRiS – to ich deklaracje. Dane PFR pokazują podobną skalę – z PPK wypisało się dotąd ok. 72 proc. Polaków i to mimo, że ta forma oszczędzania jest dla pracowników opłacalna. Instytut Emerytalny wyliczył, że gdybyśmy te same pieniądze, które odkładamy w PPK inwestowali samodzielnie, a więc bez dopłat od pracodawcy i z Funduszu Pracy, przyniosłyby nam one 13,6 proc. zysku, a to 7,5 razy mniej niż z PPK.

To może jeszcze na konkretnych liczbach: pracownik, który przystąpił do PPK w grudniu 2019 r., a zarabia przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wg GUS, po siedmiu kwartałach odkładania w PPK wpłacił do programu 2757 zł, ale ze względu właśnie na dodatkowe dopłaty pracodawcy, państwa i zyski zarządzających na jego koncie jest dziś 5567 zł.

Badani wskazują, że tym, co w największym stopniu motywuje ich do przystąpienia do PPK, są dodatkowe dopłaty ze strony pracodawcy (53,6 proc. wskazań). Na kolejnej pozycji usytuowała się możliwość dziedziczenia wpłat, a następnie – dodatkowe dopłaty ze strony Państwa.

Ale z drugiej strony jest też silna niechęć do tego typu oszczędzania na emeryturę. Dlaczego?

„Mamy do czynienia z bardzo silnym kryzysem zaufania do wszystkich firm oszczędzania, które związane są z oszczędzaniem indywidualnym, szczególnie w postaci PPK, gdzie jest bardzo duży udział państwa. To związane jest z kryzysem zaufania wywołanym przez zmiany w OFE już ponad dziesięć lat temu. Polacy mają silne poczucie, że jak będą oszczędzać, to państwo, które przecież też dokłada nam tam pieniądze może w którym momencie uznać, ze zabierze nam te pieniądze, jak to miało miejsce w przypadku OFE i to jest główny powód – mówi dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak, Dyrektor Instytutu Statystyki i Demografii SGH, a w przeszłości podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Dodaje, że ciekawe, iż badania pokazują, że mniej PPK ufają osoby z wyższym wykształceniem. Jest to ewidentnie obawa o wiarygodność instytucji publicznych.

POSŁUCHAJ PODCASTU

 

Coraz więcej zwolenników podniesienia wieku emerytalnego?

Ale badania IBRiS pokazują również pozytywne trendy w zakresie emerytur. Po pierwsze, zdaniem prof. Chłoń-Domińczak świadomość emerytalna Polaków paradoksalnie jest coraz większą.

„W sytuacji demograficznej, w jakiej jest Polska, przy niskiej dzietności, rosnącej liczbie osób osiągających wiek emerytalny, wiadomo, że system emerytalny nie może gwarantować wysokiego poziomu życia na emeryturze. I Polacy to już zauważają. Widać w badaniu, że coraz więcej osób deklaruje, że chce odłożyć decyzję o przejściu na emeryturę, co jest bardzo racjonalne – mówi ekspertka.

I dodaje, że pozytywne zmiany widać również w zakresie naszego podejścia do podniesienia wieku emerytalnego. Co prawda ponad połowa badanych uważa, że obecny wiek emerytalny w Polsce powinien pozostać bez zmian, a co drugi respondent nie popiera pomysłu zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, ale jednocześnie prawie 21 proc. badanych uważa, że wiek emerytalny należy jednak podnieść.

„Gdybyśmy takie badanie zrobili jeszcze pięć lat temu, te odsetki z pewnością byłyby dużo mniejsze” – komentuje prof. Chłoń Domińczak.

Dodaje, że obecnie jesteśmy jednym z dwóch krajów, w których wiek emerytalny kobiet jest niższy niż mężczyzn. Drugim jest Rumunia, przy czym tam różnica sięga jedynie trzech lat, w Polsce zaś pięciu.

„Niższy wiek emerytalny nie jest przywilejem, przeciwnie, dyskryminuje kobiety” – podkreśla Pani Profesor.

Dodać należy również, że do 2050 r. 23 kraje unijne podniosą wiek emerytalny kobiet, a dziewięć podniesie też wiek emerytalny mężczyzn. Polska nie może się dopiero wtedy obudzić.